five by five
30 October 2007 @ 10:10 am
O wstawaniu i Jonathanie  
Że tak powiem, głowa mnie boli. Chyba mi spuchła. I mózg mi spuchł. I zaraz idę spać.

Co u Lemura piszczy )
 
 
music: Szumiący Komputer
place: Dom
mood: ledwo hefający
 
 
five by five
29 October 2007 @ 01:39 am
Inteligencja  
Jestem beznadziejna.
Powiedzcie mi, dlaczego ja z tym nie poszłam do lekarza w czwartek? Albo chociaż w piątek? Może by zapisał antybiotyk, dawkę uderzeniową i by przeszło? Ale nie. Musiałam, jak zwykle, liczyć na to, że "samo przejdzie". Taaa... Jassssne. Zostało przeziębione dodatkowo. I boli jak cholera. I nie daje spać. I jeszcze dusi kaszlem.

Konkluzja: od godziny usiłuję zasnąć, bo muszę wstać o cholernej, nieistniejącej 6:30. I iść na zajęcia. Nie mogę zasnąć i wypluwam płuca.

Niech mnie ktoś dobije.
Ktoś chętny, czy trzeba poszukać pewnego łowcy?
 
 
music: Kanonada pod Waterloo. W mojej głowie.
place: Niebieski Kocyk
mood: nadal cholernie bolący
 
 
five by five
10 October 2007 @ 01:25 am
Jesteśmy zue  
Jak to dobrze mieć mało zajęć. W normalnym trybie mam dwa dni wolne. W tym tygodniu mam w sumie jeden dzień zajęć. Pół poniedziałku i pół środy. I w ramach ostatniego tygodnia prawie bez zajęć pojechałam do Gliwic do Aniołaka. I to jest zue. My jesteśmy zue i nie powinnyśmy przebywać w jednym pomieszczeniu. I nie wolno nam dawać komputera w takich chwilach.

Jesteśmy zue )
 
 
place: Butelka z Piwem
music: Cisza
mood: zgon
 
 
five by five
04 October 2007 @ 08:32 am
Sen  
Miałam sen. Sen był dziwny i nie mam pojęcia, o co w nim chodziło. Myślę tylko, że był konsekwencją pisania Pewnego Tekstu. Pewien Tekst pisał się w nocy i Pewien Tekst jest chory. Ale mniejsza o tekst. Miał być sen, zanim mi ucieknie. Sen… Też był chory.

Sen )
 
 
mood: śpiący to mało powiedziane
place: Kubek z herbatą
music: irlandzka
 
 
five by five
03 October 2007 @ 12:26 am
Zgubiona relacja i inne wiadomości  
Ten wpis pisał się ponad tydzień. Ale wybaczcie. To zdecydowanie nie moja wina. To wina Okoliczności. I tego, że byłam w domu. Wpis miał się zaczynać następująco i dotyczy dnia około piątku półtora tygodnia temu:

Tak. Stanowczo chcę do Krakowa. Dwa dni spokoju były. A dzisiaj obudziłam się co prawda we własnym łóżku po przespanej nocy, za to o 7:30, kiedy zza drzwi dochodziły odgłosy bardzo przypominające krzyki. Zdecydowanie za bardzo. Nienawidzę maminej nerwicy. Najmniejszy drobiazg potrafi ją zdenerwować *ściana* I jak ją kocham i często za nią tęsknię (zresztą, jak za całą rodziną i domem), tak po kilku dniach zaczynam jeszcze mocniej tęsknić za Krakowem i moim mieszkaniem. I zaczyna mnie szlag trafiać. Dobrze przynajmniej, że przed początkiem roku akademickiego zdążyłam jeszcze zawitać do Warszawy, bo jak się okazuje, wykład z romantyzmu jest w czwartek o 8:30, więc jakoś nikłe szanse na szybki ponowny pobyt. Ale jest adnotacja, że co dwa tygodnie, więc moooże jednak.

W międzyczasie wydarzyło się dużo rzeczy cholernie irytujących i jak uciekłam do Krakowa zrobiło mi się lepiej. I mogłam skończyć relację z Warszawy, o którą mnie dręczy Aniołak. A więc… No właśnie. Relacja.

Zgubiony Zamek i rozkopane badziewie, czyli jak Lemur Warszawę nawiedził )

Skrócony przegląd ostatnich wydarzeń )
 
 
mood: jakiś
place: Magiczne Miasto
music: ja sama - irlandzka; ja z siostrą - różne badziewie