15 September 2007 @ 09:01 pm
Co zrobić z wolnym dniem?  
Siedzę sobie w Krakowie, bo jutro zaczyna się festiwal Sacrum Profanum (czytaj - praca) i mam wolne. To jest naprawdę strasznie dziwne uczucie, kiedy mam do wyboru tylko rzeczy, które CHCĘ zrobić, a nie te, które MUSZĘ. Owszem, musiałam posprzątać mieszkanie. Ale posprzątałam i mam wolne. I moge rysować, czytać, pisać, jeść lody (co właśnie robię) i nie myśleć. Tylko każcie mi nie myśleć... Taaa... Jassssne. I byłoby mi cudownie, wspaniale i w ogóle siedziałabym na dywanie ze szkicownikiem i ołówkiem, śpiewając: "tu jest mi dobrze", gdyby nie koszmarna atmosfera i zgrzyty na linii ja - rodzina. A ja takich zgrzytów nie cierpię. I przez ten dysonans mam spieprzony dzień.

Z innych wiadomości... Brakuje mi głupawki. W tym tygodniu byłam u Aniołaka i na zakończenie zrobiłyśmy sobie głupawkę (pamiętajcie, drogie dzieci, nadmiar herbatki szkodzi i herbatka już nigdy nie będzie taka sama jak przed 09.09.2007) i pisałyśmy. I było nam fajnie. Lemury nie są niewinne i nie są tym, na co wyglądają, a początkujący Mroczni Sukinsyni czują strach przed fanfickiem, a zwłaszcza przed niechcianym slashem. I to by było na tyle, jeśli chodzi o mądrości życiowe.

Od jutra Sacrum. Z mojego grafiku wynika, że poznam lotnisko Balice jak własną kieszeń, ani razu nie wsiadając do samolotu. I będę molestować Brytyjczyków, żeby mi opowiedzieli o Wyspach (taaa... i będę molestować siebie, żebym gadała po angielsku). I jeszcze będę miała na oku Holendrów. I miejmy nadzieję, że to będzie miłe. Trochę się boję, ale z drugiej strony nie mogę się doczekać.

I ostatnia wiadomość: zdałam klasycyzm. 11.09.2007. Pani doktor ptzyszła o 9:00 i przesunęła egzamin na 10:00, byłam czwarta. Siedziałam przed salą kiwając się i mamrocząc, że nic nie umiem. Taaa... Nie wierzcie mi więcej. Egzamin wyglądał tak:
Ju podeszła do drzwi. Przeżegnała się. Otworzyła drzwi. Weszła. Kiedy zamykała drzwi, zorientowała się, że weszła z uśmiechem. Postanowiła kontynuować grę. A nuż pani doktor da sie nabrać? Siadła. Wylosowała pytania.
1. Znaczenie Beethovena dla rozwoju faktury fortepianowej.
Reakcja: Yes, yes, yes. Pół odpowiedzi mam.
2. Twórczość Carla Philippa Emmanuela Bacha.
Reakcja: O mój Boże... (Kiedy rano Ju zabierała się za ostatnią powtórkę, to pytanie odłożyła stwierdzając: I tak nie umiem, więc po co powtarzać?)
Postarała się uspokoić i siedziała przez chwilę cicho, mimo ponaglającego "Noo", pani doktor. A kiedy zaczęła mówić o panu Bachu, to ciężko było jej przerwać, bo robiła odniesienia do estetyki klasycyzmu, kontekstu epoki i w ogóle wszystkiego, co się dało, włącznie z Mozartem i Beethovenem, którzy tworzyli tak jakby trochę później. I w końcu pani doktor Ju przerwała i zapytała: A czy może pani w PUNKTACH (z naciskiem) wymienić, co Beethoven zrobił dla rozwoju faktury fortepianowej? Pfffff... W punktach. Pffff. Kiedy ja miałam fazę? Pffff. Wymieniłam. I omówiłam. Zapomniałam tylko o pracy tematycznej i się troszkę zaplątałam, ale sobie przypomniałam i dostałam śliczne cztery. A pani doktor nie mogła sobie podarować złośliwości na koniec: I co, dało się? Dało się. Jestem pewna, że wiadomości na temat Bendów też sobie pani rozszerzyła, ale nie będę sprawdzać. Grrrr... A teraz romantyzm z tą panią. Ale ja się nie dam zignorować tym razem. I będę na każdych zajęciach. Na każde zajęcia będę przygotowana. O.

I to by było na tyle. Dobranoc państwu. Ja chyba wrócę do szkicownika i ołówka.
 
 
mood: twórczy
place: Kraków
music: Loreena McKennitt
 
 
( Post a new comment )
[identity profile] can-dle.livejournal.com on September 16th, 2007 11:14 am (UTC)
Panią doktor zabijemy do przyszłej sesji, nie martw się. A co do rodziców... Rozumiem. To było również jeden z powodów mojego wyjazdu. Zresztą wiesz.

*myzia*
(Reply) (Thread) (Link)
bruce's personal assistant[identity profile] juana-a.livejournal.com on September 16th, 2007 11:16 am (UTC)
Wiem *odmyziuje*
Dzisiaj nagle jest wszystko w porządku. Nie lubię tego, ale czasami lepiej po prostu zapomnieć. Napisz czasem jakiegoś maila. :*
(Reply) (Parent) (Link)