04 October 2007 @ 08:32 am
Sen  
Miałam sen. Sen był dziwny i nie mam pojęcia, o co w nim chodziło. Myślę tylko, że był konsekwencją pisania Pewnego Tekstu. Pewien Tekst pisał się w nocy i Pewien Tekst jest chory. Ale mniejsza o tekst. Miał być sen, zanim mi ucieknie. Sen… Też był chory.

Byłam w jakiejś wiosce. Nie w typowej polskiej wsi współczesnej. Nie w miejscowości z gospodarstwami agroturystycznymi. Nie wiem, co to była za wioska. Była. I ja byłam w niej razem z grupą innych osób. Bardzo dziwną grupą. Byli moi znajomi. Jacyś. Chyba była Mysza, ale głowy urwać sobie za to nie dam. W każdym razie wydaje mi się, że był też jej tata (mój wykładowca tak poza tym;). I pamiętam, że podczas posiłków siedzieliśmy w takiej dziwnej sali. A ja siedziałam nawet przy jednym stoliku z nim i jedną żoną. I jeszcze paroma osobami. A! Wiem, kto jeszcze był! Małgorzata Foremniak. Nie mam absolutnie żadnego pojęcia dlaczego. Jak wchodziliśmy do tej sali na ostatni posiłek przed wyjazdem, weszłyśmy razem i powiedziała, że ma dla mnie takie piżamki, jak chciałam. Ja zapytałam, jakie to piżamki. A ona wytłumaczyła, że takie z miękkiej tkaniny, z długimi, szerokimi spodniami i koszulką do pasa. Koszulką z krótkimi rękawami. (Swoją drogą, to jest akurat prawdziwe. Moje utajone pragnienia łóżkowe XD) A potem obiecała, że mi je da przed wyjazdem i poszła do swojego stolika. Ja do swojego. A potem było potem i napiszę o nim potem, bo ważne jest wcześniej.

Wygląda to tak, że my po tej wiosce łaziliśmy. I było fajnie, chociaż nie pamiętam, co robiliśmy. Pamiętam, że w ostatni dzień coś się stało, że wszyscy byli zaniepokojeni i podenerwowani. Wchodziliśmy (nie wszyscy, oczywiście, mieliśmy różne pokoje) właśnie do naszego pokoju z materacami, kiedy poczułam, że mijam Coś w drzwiach. Coś, czego tam nie było. A w każdym razie Coś, co było niewidzialne. Coś, co się dziwnie patrzyło. Coś, co mnie dotknęło. I to Coś z całą pewnością było Ktosiem. Powiedziałam o tym innym i wszyscy zaczęliśmy się wpatrywać w ten punkt obok drzwi, w którym go minęłam. I wszyscy nagle poczuli na sobie czyjś niepokojący wzrok. Wszyscy nagle poczuli, że ktoś tam jest. Wszyscy poczuli, że on chyba był tam przez cały czas! I wszyscy zaczęli się bać. Ale vivat nasze racjonalne stulecie, wszyscy zaczęli wmawiać sobie i mi, że jesteśmy zmęczeni, że się nam wydaje, że to zwidy, że duchy nie istnieją. I poszliśmy spać.

A rano spakowaliśmy się i poszliśmy na śniadanie. I nie pytajcie mnie, czemu w drodze na to śniadanie, oczywiście w drzwiach, zakładałam płaszcz. Nie wiem. Wiem, że nie mogłam sobie poradzić, bo jednocześnie niosłam coś. I nagle poczułam, że ktoś zarzuca mi ten płaszcz tak, że ułożył się jak powinien. Ale za mną nie było nikogo! I wtedy poczułam jeszcze jakieś troskliwe dotknięcie i czyjś żal, że wyjeżdżam (cholera, jakie to romanticzne). Oczywiście, zaraz powiedziała, co się stało i chyba nawet część osób mi uwierzyła, ale większość patrzyła na mnie sceptycznie.

Poszliśmy na śniadanie. To z piżamkami i Małgorzatą Foremniak. Kiedy już z nią pogadałam, ruszyłam na moje miejsce, ale jakiś pan kończył właśnie ważny telefon, a pan-chyba-wykładowca (ten z Botaniki, Aniołaku) stwierdził, że musi z tym panem o tym porozmawiać i my nie możemy przy tym być, więc kazał mi iść jeść gdzie indziej. Jego żona była oburzona, ale ja sobie grzecznie poszłam (trzeba zdać egzaminy, hehe). I siadłam niedaleko pani gospodyni. Pani gospodyni wciągnęła mnie w uprzejmą rozmowę, a ja postanowiłam jej powiedzieć o dziwnym Ktosiu w tamtym pokoju. A ona stwierdziła, że tam faktycznie mieszka sobie duch! Duch młodego chłopaka, który:
a. chyba został niewinnie skazany za morderstwo
b. ewentualnie zginął w wypadku
c. być może były jakieś bardziej romanticzne okoliczności śmierci, których nie pamiętam.

I okazało się, że przez cały czas mieszkaliśmy z duchem w jednym pokoju. I że ten duch miał coś do mnie, bo pani gospodyni stwierdziła, że chyba mnie polubił i się śmiała dziwnie.

I wiecie co? Ja się tego ducha nie bałam. Naprawdę. Ale ten sen i tak był dziwny.

Na koniec się obudziłam (dziwne, prawda?). W chwili, kiedy szłam właśnie go odwiedzić. W jakim celu? Nie mam pojęcia. Ale myślę, że seksu z duchem uprawiać nie chciałam. Chociaż... Kto mnie tam wie? Bo ja chyba się domyślałam, kto to był. I chyba się domyślam.
 
 
music: irlandzka
place: Kubek z herbatą
mood: śpiący to mało powiedziane
 
 
( Post a new comment )
bruce's personal assistant[identity profile] juana-a.livejournal.com on October 5th, 2007 01:16 pm (UTC)
Przyczyna sprawcza obiecuje się rozwinąć. I postara się nawrócić.

Sen był dziwny. Jak się śnił, to nie był wesoły.
(Reply) (Parent) (Link)