Rano (znaczy w nocy) obudziłam się przerażona, że jest piątek i jest SPN, a potem już miałam poniedziałek, bo był koncert wczoraj i praca mi się właściwie skończyła. Zawsze jak pakuję zespół do autobusu mam poniedziałek o_O
Czwartek, bo tak mówi program telewizyjny, który czytałam przy śniadaniu. A tak poza tym jest mi doskonale wszystko jedno - moje poczucie czasu prawie nie istnieje ;)
Jeśli dzisiaj mam wolne, a jutro idę do pracy to można uznać, że dzisiaj niedziela? Choć z drugiej strony jutro faktycznie będzie piątek, bo pojutrze mam znowu wolne XD
Najpierw zaznaczyłam, że środa, a potem kalendarz mnie uświadomił, że jednak czwartek. A ciągle żyłam w błogim przeświadczeniu, że mam jeszcze cały dzień na oddanie indeksu do dziekanatu... I tylko przypadkiem oddałam go jakieś dwie minuty przed końcem terminu xDDD